jest niespokojnie. i nie wiem czy jest tak przez mój nadchodzący wielkimi krokami okres, czy jest dziwnie bo jest po prostu źle. docieramy się, dopiero teraz, po tylu latach, po kilku miesiącach wspólnego mieszkania zaczynamy naprawdę się docierać. wady które znaliśmy wcześniej i za które kochaliśmy, zaczynają bardzo przeszkadzać. irytują, denerwują, uniemożliwiają normalne porozumiewanie się. dużo krzywdzących słów, dużo podczas alkoholowego upojenia. dużo prawdy czy dużo bełkotu? chyba wmawiam sobie drugą opcję, żeby zbyt mocno nie bolało.
w tym całym zgiełku jest czas na uśmiech. na kolejne szanse, na walkę. na powroty, które tak bardzo kocham. na czułe słowa i mocne uściski. tylko zastanawia mnie po co nam te łzy?
1